Wczytuję dane...

Takie jak JA - Historie z życia. 27 "Mąż dawno przestał prawić mi komplementy. Czy to była moja wina?"

Takie jak JA - Historie z życia. 27 "Mąż dawno przestał prawić mi komplementy. Czy to była moja wina?"

blog-multix-shop-historie-z-życia-komplementy

Barbara, 33 lata, ekspedientka


"Jesteś piękna."

"Świetnie sobie radzisz."

"Wspaniale wyglądasz w tej sukience."

Która z nas, tak z ręką na sercu, nie lubi słuchać takich słów? Tylko jeszcze żeby nasi mężowie czy partnerzy częściej je mówili. Mnie się zdaje (choć oczywiście mogę się mylić), że częściową winę za brak miłych słów ponosimy my, kobiety. Po prostu opiszę wam, jak to było ze mną.

W okresie tak zwanego "narzeczeństwa", Jacek, mój obecny mąż, często zasypywał mnie najróżniejszymi komplementami. Cieszyły mnie, ale zazwyczaj zbywałam je śmiechem. Nie traktowałam ich serio. No bo jak na przykład mogłam uwierzyć, że mam świetne nogi, skoro sama widziałam, że mogłabym z nich zrzucić parę kilo? Z kolei Jacek mój śmiech brał za akceptację. Dopiero parę lat po ślubie wszystko zaczęło się zmieniać.

Nie jestem zbyt pewną siebie osobą. Choć zwykle staram się dawać z siebie ponad 100% dla innych, niezbyt wierzę w rezultaty. Zawsze wydaje mi się, że mogłabym zrobić więcej i lepiej. I tak jest ze wszystkim. Dużo od siebie wymagam i zawsze myślę, że nie jestem dość dobra. Dlatego po jakimś czasie komplementy męża zaczęły mnie irytować. 

- Ślicznie dziś wyglądasz - mówił mi mąż.

- Tak, akurat, z tymi worami pod oczami? No, na pewno - obrażałam się, a on biedny nie wiedział o co mi chodzi. Ja natomiast zaczęłam go podejrzewać o złośliwość. 

Minęło jeszcze kilka lat, pojawiły się dzieci, miałam pełne ręce roboty. Przestałam całkiem dbać o wygląd, bo w sumie po co? I tak wiedziałam że jestem brzydka i za gruba, żadne stroje czy makijaże nie mogły tego zmienić. A jednak temat wypłynął niespodziewanie, gdy spotkałam się w parku z koleżanką Magdą.

Magda jest mamą Zosi, przedszkolnej przyjaciółki mojej córki Alinki. Nie mam pojęcia co we mnie zobaczyła, bo w sali były inne o wiele bardziej interesujące mamy, ale podeszła na pierwszym spotkaniu organizacyjnym właśnie do mnie i zagadała. Ponieważ blisko mieszka, czasem chodzimy razem do parku. Dzieciaki szaleją na placu zabaw, a my z kubkiem kawy na wynos z parkowej kawiarni, siedzimy na ławce i gadamy.

Rozmawiałyśmy w najlepsze, gdy do naszej ławki podszedł mąż Magdy. Zapomniał tego dnia kluczy do domu i umówili się w parku na ich przekazanie. Przywitał się uprzejmie ze mną, po czym powitał własną żonę słowami: "Cześć piękna, wyglądasz jak królowa tego parku". Spojrzałam ukradkiem na moją koleżankę. Znoszona, wełniana czapka na głowie, pod nią szaroblond włosy związane w luźny kucyk. Oczy lekko tylko podmalowane maskarą, poza tym zero makijażu. Ubrana w puchową kurtkę, dżinsy i adidasy. Co tu pięknego? Tymczasem jej reakcja zaskoczyła mnie jeszcze bardziej, niż ten niezasłużony komplement. Zamiast rozzłościć się na męża, że żarty sobie z niej stroi, Magda cała się rozjaśniła, uśmiechnęła i wręczając mu klucze odpowiedziała: "Dzięki kochanie, a ty jak klucznik tego parku". Roześmieli się oboje, dali sobie buzi i mąż poszedł do domu, a ja siedziałam osłupiała.

- Fajnie ci, mąż ci takie komplementy prawi - wyrwało mi się nagle i to z lekką nutą ironii. 

- A tobie nie? To znaczy twój mąż, rzecz jasna - zdziwiła się Magda. 

- No co ty, od lat już nic miłego od niego nie usłyszałam - pożaliłam się. - A zresztą, co niby miałby komplementować. Modelką to ja nie jestem, nie ma na co patrzeć. 

- To chyba już widzę, w czym leży problem - zamyśliła się Magda. - A powiedz, zawsze tak było? Że nic ci miłego nie mówił?

Opowiedziałam jej pokrótce to, co i tak opisałam wyżej. 

- No to sama jesteś sobie winna - stwierdziła Magda bezlitośnie. - Jak on ma ci mówić czułe słówka, skoro go za nie ochrzaniasz? Uraz już pewnie ma. 

Coś w tym było, jak się tak zastanowić. Czyli jak zwykle wina po mojej stronie? Ale na widok mojej smętnej miny koleżanka pocieszyła mnie, że jeszcze mogę to odkręcić. Podrzuciłyśmy wszystkie czworo dzieciaków jej mamie na godzinę, a same ruszyłyśmy do najbliższej sieciówki z ubraniami.

Pierwszego wieczoru mąż trzymał się twardo. Mimo, że się wystroiłam jak szczur na otwarcie kanało i mimo, że widziałam że był pod wrażeniem, nie powiedział mi ani jednego komplementu. Nie szkodzi, wieczór i tak był udany. W następny weekend powtórzyłam operację, zaplanowałam miły wieczór i znów sie odstawiłam. Tym razem nie wytrzymał. 

- Ależ ty pięknie dziś wyglądasz - powiedział Jacek z zapałem w głosie, jakiego nie słyszałam już od lat.

"No co ty, bez przesady. To tylko nowa sukienka z sieciówki, zresztą nie jestem nawet pewna czy naprawdę mi pasuje. Włosy może też dziś inaczej ułożyłam no ale patrz, jak mi się krzywo skręcają. Zresztą co to za włosy, przesuszone końcówki i tyle. No i dalej jestem przecież za gruba, więc czym się tu zachwycać?"

To wszystko przebiegło mi przez głowę. Zdusiłam taką odpowiedź w gardle i tylko uśmiechając się odpowiedziałam:

- Dziękuję kochanie.

Tylko tyle i aż tyle. Jacka na chwilę zatkało, a potem jakby na próbę dorzucił jeszcze jedną czy dwie miłe uwagi. Odpowiedziałam w podobnym tonie i, cóż, nasz wspólny wieczór stał się jeszcze milszy niż ten poprzedni.

Ta sytuacja odblokowała nas oboje. On przestał się bać prawić mi komplementy, a ja uwierzyłam, że gdy mówi mi coś miłego, to po prostu tak myśli. Więc może wcale nie jestem aż tak brzydka czy gruba jak mi się wcześniej wydawało. Jeśli podobam się jemu, to chyba czas, żeby zacząć podobać się samej sobie.